Co zabieram na wyjazd do Finlandii z psem zimą?

Nieczęsto wyjeżdża się z psem w mroźne, śnieżne kraje. Raczej wybiera się ciepłe miejsca, gdzie pies może się kąpać i chodzić na długie spacery w ciepełku. My jednak lubimy przygody i uwielbiamy podróżować, dlatego pokaże Wam co zabrałyśmy ze sobą do Finlandii. A jako, że już wróciłyśmy to powiem Wam również co się sprawdziło, a co niekoniecznie, żebyście nie popełnili tego samego błędu co ja i nie zabierali zbędnych rzeczy.

Jadąc samochodem można sobie pozwolić na zabranie więcej rzeczy niż samolotem (upcha się jakoś, co nie?), dlatego nie przestraszcie się ilością rzeczy Belli.

Jedzenie

1. Puszki- jak pewnie już wszyscy wiecie, mam pieski na BARFie i nie wyobrażam sobie karmić ich wysoko przetworzonym jedzeniem nawet w kilkudniowej podróży. Niekoniecznie widzi mi się robienie weków, więc po prostu zabieram ze sobą mięsko na pierwsze 3 posiłki (jakie to szczęście, że w moim samochodzie jest wbudowana mini lodówka), a resztę będę kupować na bierząco w sklepach. Jako, że będziemy nocować w miejscach położonych na delikatnym odludziu to może się zdarzyć, że po drodze nie będzie akurat sklepu ze świeżym mięsem, więc zabieram kilka puszek o w miarę dobrym składzie na wszelki wypadek. 

PO PODRÓŻY: Ostatecznie 5/17 posiłków to była puszka, a reszta mięso znalezione w sklepie. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że uda się aż tyle razy nakarmić Bellę surowym, więc jestem bardzo zadowolona.

2. Smaczki- niestety nie udało mi się wysuszyć mięska przed wyjazdem, więc musiałam kupić gotowce. Nie mają złego składu, ale ja jednak bardzo sceptycznie podchodzę do tego typu produktów. Są bardzo przydatne podczas przystanków, żeby trochę rozgrzać i rozciągnąć pieska, porobić jakieś sztuczki, aby rozluźnić móżdżek i przetrwać długą podróż i żeby przekupić Belcie do wskoczenia do transportera (bo samochód jest dosyć wysoki).

PO PODRÓŻY: Smaczków okazało się być bardzo mało, ale uratowały nas parówki. 

3. Miska składana podróżna- poprzednia się gdzieś zagubiła, a na stronie, na której zamawiałam zostały same Ski, dlatego taka malutka. Jej to jednak nie przeszkadza, zresztą ona w ogóle nie jest fanką picia dużych ilości wody. 

4. Miski metalowe- nieodłączne towarzyszki każdego posiłku. Są niedrogie i jak narazie wydają się być prawie niezniszczalne. Tylko nie polecałabym wystawiać ich na 27 stopniowy mróz w Utsjoki. 

5. Mata węchowa- bardzo przydatna po długiej podróży, kiedy jest już za późno i za ciemno, żeby iść na spacer, a przydałoby się coś z pieskiem porobić. 

6. Kong- tak samo jak w przypadku maty węchowej- na nudę.

PO PODRÓŻY: obie te rzeczy były zbawienne w jednym domku, gdzie trochę nie do końca zrozumieliśmy się z właścicielem i Bella miała spać w klatce w przedpokoju i z niej nie wychodzić (miała, ale tego nie zrobiła, bo oczywiście jako waleczna matka prześlizgnęłam ją ukradkiem do naszego pokoju, a o 4 rano wsadziłam z powrotem, ale o tym w następnym wpisie). Dopóki jednak właściciel patrzył Bella zajmowała się z przyjemnością pysznym kongiem i matą. 

7. Saszetka na smaczki- pik pikowa mini przenośna saszetka, która zmieści się w kieszeni i uchroni ją przed parówczanym odorem. 

PO PODRÓŻY: przez 3/4 pobytu byłam pewna, że ją zgubiłam i ratowałam się torebkami foliowymi, co potwierdza jak przydatna jest saszetka. 

8. Nerka MARMS- przepiękna nerka, w której mieści się wszystko co niezbędne na spacer: smaczki, telefon, zabawka, gwizdek, linka i nawet zapasowa obroża do fotek.

PO PODRÓŻY: mimo wielkich chęci nie założyłam jej ani razu, ale to tylko ze względu na moje ogromne kieszenie i to, że nie chciałam wyglądać dziwnie jak zawsze nakładając nerkę na puchową kurtkę. Co nie zmienia faktu, że nera jest cudna i na pewno przyda się nieraz, szczególnie wiosną. 

Higiena

1. Chusteczki nawilżone- nigdy niewiadomo co powie psi żołądek i kiedy. Nieciekawie by było jakbym nie miała swojego sprzętu sprzątającego np. na promie, a coś by się zdarzyło. A poza tymi mocno pesymistycznymi kwestami to np. pies może się zwyczajnie wytarzać w błocie, a ja nie wpuszczę z brudnymi łapkami na nowy ryjcowy kocyk, który leży w transporterze. 

2. Apteczka.

3. Furminator- Bella uwielbia być brudna. Niemalże codziennie zastaniecie ją wysmarowaną węglem, bo ona po prostu tak lubi. Jakby się jakoś specjalnie wybrudziła na wyjeździe to może szczotka coś zdziała.

4. Kremy- doganicowe na rany (jakby co) i ochraniające przed zimnem próbki. Dodatkowo jeszcze pielęgnacyjny z iCharlie, bo belciowe lapki nie są w najlepszym stanie, a taki mróz prawdopodobnie tego stanu nie polepszy.

PO PODRÓŻY: rany żadne się nie zdarzyły, na zimno wolałam założyć buty, a pielęgnacyjny krem (o dziwo!) się bardzo przydał, bo opuszki są suche i lekko popękane, więc chociaż trochę starałam się im pomóc.

5. Nożyczki- bardzo przydatna rzecz jak coś się przyklei, jakaś nitka od ubranka zacznie się pruć, żeby otworzyć opakowanie ze smaczkami i w wielu życiowych kwestiach. 

6. Kupoworki- oczywiście eko, ratujące świat. W dwóch rozmiarach w zależności od potrzeb. Osobiście wolę w rolce, ale znowu- na stronie, na której zamawiałam były tylko takie, a mi bardzo zależało na bezzapachowych. 

Bezpieczeństwo

1. Paszport i książeczka zdrowia.

2. Gwizdek i linka- jak wiecie intensywnie pracujemy nad przywołaniem, ale nie czuje się jeszcze na tyle pewnie żeby spuszczać ją ze smyczy, szczególnie w obcym kraju. W Finlandii jest dużo różnych zwierząt, zwłaszcza reniferów i jest duże prawdopodobieństwo, że gdyby Bella znalazła trop (a świeżych śladów dzikich zwierząt tam niemało) to by zwyczajnie za nim poszła. A wiecie, że mieszkają tam niedźwiedzie? A śnieg w wielu miejscach sięga mi wyżej niż do pasa? 

3. Adresówka– biorę dwie: jedna Belli z labradorem i jedna Lusi. Ta ze sznaucerem ma przy numerze +48, a bez tego za granicą ani rusz. 

Spanko

1. Owieczka- (dla dzieci z IKEA) leży sobie w transporterze i dba o komfort jazdy.

2. Kocyk ryjce- kocyk gigant, który był z nami wszędzie. Dosłownie. W domkach na nim spała, w parkach odpoczywała, w restauracjach i na promie miała wygodne podłoże, zamiast zimnej ziemi, a później nawet w samochodzie stanowiła jeszcze bardziej miękkie leżenie. 

Zabawki

1. Puller.

2. Planetka- magiczna piłka, która ma w sobie coś, co sprawia, że wszystkie psy ją kochają. Idealna do glamania, a Bella uwielbia mi ją wtykać wszędzie.

3. Świnka KONG.

4. Szarpaki- dog’s craft, mopik SIRIUS i owieczka krótka SIRIUS. Pierwsza i ostatnia to ulubione zabawki do szarpania Belli, wiec były używane non stop, a mopik okazał się tym razem zbędny.

5. Mop.

6. Ażurka.

7. Dysk sensoryczny- ku mojemu zdziwieniu naprawdę go używałyśmy! Planujemy powoli wkroczyć w fitpawsy i zaznajamiamy się z dziwnym kolczastym przedmiotem.

Ciuszki

1. Kapok- największe zaskoczenie, co? Od razu powiem- nie przydał się. Przygotowując się przed podróżą widziałam wiele zdjeć, w tym takie w kajaku z Oulanki w śnieżnej aurze. W rzeczywistości wszystkie wody były zamarznięte, także jest to zbędny gadżet. Chociaż… wyobraźcie sobie sytuację: Wasz prom tonie, wsiadacie do szalupy ratunkowej, zakładacie kamizelki. A piesek? Dla niego nie ma… Wizja mocno koloryzowana, ale w sumie w takiej zimnej wodzie nietrudno stracić czucie w łapkach, a taki kapok utrzyma psa na powierzchni i zapobiegnie utonięciu.

2. Hurtta Body warmer- nasz jedny ogrzewacz (ale nie martwcie się! Gdyby była potrzeba to przecież właśnie w Finlandii powstała hurtta i na każdym kroku są sklepy z ich produktami), bardzo przydał się w Utsjoki w -27 stopniowej temperaturze.

3. Kombinezony przeciwdeszczowe- hurtta slush combat suit i hurtta rain blocker Zamysł był taki, żeby podczas większych opadów śniegu i wtedy, kiedy pies może przemoknąć zakładać to na body warmer. W rzeczywistości się nie przydały, ale następnym razem też bym zabrała je ze sobą.

4. Back on Track- podczas podróży, po intensywnym dniu i długich spacerach sprawia, że pies lepiej się regeneruje i nie budzi się „połamany” po większej aktywności. Jak działa terapeutycznie? Nie wiem, Bella nie miała jeszcze żadnych kontuzji, więc nie było okazji do przetestowania. Ale kiedyś po bardzo męczącym weekendzie obudziła się w derce po 11, a zazwyczaj budzi mnie przed 5, czy nawet czasem o 3…

5. Kaganiec- nigdy niewiadomo na jakich ludzi się trafi, szczególnie na promie. Na szczęście okazał się nieprzydatny, ale warto go mieć przy sobie.

6. Buty ruffwear summit trex- bardzo się przydały podczas dużego mrozu, bo Bella podnosiła łapki z zimna. Sprawidzily się super, nie spadały. Większa recenzje napisze po kilkunastu użyciach na różnych powierzchniach na blogu, a niedługo zobaczycie krótką, z jednej wyprawy na fb.

7. Bandamki ryjcowe- ciuszki typowo ozdobne, do zdjęć. No ale jak tu się oprzeć takim ślicznym wzorom? 

Obroże, smycze i szelki

Proszę się nie przerazić. Naprawdę nie mogłam się zdecydować, a finalnie nie użyłam tylko 2 zestawów i jednej smyczy  i jestem prawie dumna.

1. Kaktusy DOG AHEAD.

2. Shake WARSAW DOG.

3. Candy Blue WARSAW DOG.

4. Wisienka na torcie HAUEVER.

5. Lis w lesie KETTU.

6. Hurtta.

7. Coral DOG AHEAD.

8. HEYDOG.CO.

9. Meadow DOG AHEAD.

10. Szelki ruffwear FRONT RANGE.

Foto sprzęt

Przepraszam za jakość tego zdjęcia, ale jak widzicie jest na nim aparat, czyli zostało zrobione telefonem.

1. Canon 750D + 18-55mm f/3.5-5.6 IS STM- moja pierwsza, zasłużona lustrzanka cyfrowa. Jest według mnie super dla początkujących. Obiektyw KIT, kupiony w zestawie z aparatem. Mam oba już prawie 2,5 roku, ale miałam dość duży kryzys i dopiero od niedawna wracam ze zdwojoną siłą, z modelką 24/7 i nie ukrywam, marzy mi się nowe body i mam na oku przynajmniej dwa obiektywy.

2. Zenit- jestem ogromną fanką fotografii analogowej. Aparat jest starszy ode mnie i szczerze mówiąc jeszcze nie zrobiłam tyle fotek, żeby je wywołać. Coś więcej powiem na ten temat, kiedy już będę miała zdjęcia w formie papierowej.

3. Kodak- jednorazowy aparat, który zabieram tylko na specjalne okazje. Jakby zenit zawiódł, to zawsze w zapasie mamy kodaka.

4. Instax- polaroid, którego ma prawie każdy. Ja osobiście nie jestem jego fanką. Zdjęcia wychodzą mi nim tylko wewnątrz, dlatego wychodzą nim fajne pamiątki ze świąt i imprez, ale robiąc zdjęcia na dworze wychodzi czarna klisza.

5. Polaroid 635 Cl- to jest prawdziwy polaroid! Uwielbiam go za klimat zdjęć, za profesjonalizm i za to, że zdjęcia wychodzą nawet w słoneczny dzień. Podczas mrozów w Finlandii zostawiał na kliszach niedoskonałości, za które jeszcze bardziej go kocham.

6. Wkłady do instaxa, zenita i polaroida.

7. Pokrowiec na instaxa.

8. Statywy- tutaj widzicie mały, poręczny statyw, który mam nadzieje choć trochę okiełzna moje trzęsące się na wszystkie strony ręce, bo gimbala jeszcze nie mam. Wzięłam też duży statyw z nadzieją na jakiegoś timelapsika, ale niestety zachód był tylko jeden i nie zdążyłam.

 

Technologia

1. Tablet- planuje coś bardzo myślę ciekawego, związanego z pieskami, a kiedy jest lepszy czas na pracowanie jak nie podczas długiej jazdy samochodem?

2. Laptop- jedzie ze mną laptop, żeby być na bierząco z fotkami i móc je obrabiać (również w samochodzie!).

Belli udało się zapakować w walizkę podręczną samolotową i torbę połowę mniejszą. Nieźle, co?

A już niedługo

2 thoughts on “Co zabieram na wyjazd do Finlandii z psem zimą?

    1. Jasne, jeśli jest zainteresowanie to bardzo chętnie! ❤️ Tak na szybko mogę powiedzieć, że większość rzeczy, które się tam znajdują znalazłam u Gosi z Heart Chakry i Niuchacza, ale też dodałam coś od siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *